No i dostalam maila od Seth’a Godin’a .
Ha! Zyczylabym sobie, zeby cos takiego mi sie przydarzylo! Zamiast tego – post z jego bloga przychodzi poczta niemal codziennie. Facet jest niesamowity – pisze darmowe, rewelacyjne blyskotki o marketingu i fioletowych krowach. Musze sie jednak pochwalic, ze pewnego dnia pozwolilam sobie zadzierac nosa, bo okazalo sie, ze pan Seth Godin otworzyl mojego bloga o surowce i … napisal komentarz ! Nic nie moglam jesc tego dnia i spalam wiercac sie w poscieli.
Natchnal mnie pan lysy Seth do napisania o inspiracji.
Pan Lysy Seth napisal dzis o nowym mozliwym Google-nie-Google. Microsoft zamierza wypuscic w swiat BING - nowa wyszukiwarke , ktorej inicjaly oznaczaja ni mniej ni wiecej tylko But It’s Not Google ( Ale to nie jest Google).
Wolnomyslacy Pan Seth dobrze podsumowal, ze problemem BING jest to, ze wlasnie probuje byc nowym Google. I podsumowuje : Nie probuj byc ” nastepnym “. Zamiast tego, sprobuj byc “Innym”, “The changer” ( change = zmiana ), ” Nowym”.
Z drugiej strony, pije kawusie i mysle … Przeciez od dawna wiadomo, ze wszystko to, co robimy to przetwarzanie juz wymyslonego i popelnionego.
Niestety nie moge sobie przypomniec, gdzie dokladnie przeczytalam artykul o ” inspiration overload”, co nazywam tutaj Zainspirowana Nadto ( prosze przeslac mi fajnie tlumaczenie tego zwrotu). Szczerze mowie, ze moje polskie tlumaczenie nie ma nic wspolnego z gramatyka polska i lubie tak, jak jest.
W tym nieodnalezionym artykule kilku artystow mowi o zalaniu inspiracji z powodu internetu. Wielu z tych artstow przeglada blogi przez osiemset godzin dziennie i o porze nocnej decyduje, ze nie ma sily nic namalowac, czy napisac.
Brzmi znajomo?
Mysle, ze w Polsce jest troche inaczej ; blogowanie nie jest tak bardzo zaawansowane i zycie wielu Polakow nie zalezy od tego, czy innego posta tego, czy innego autora.
W Ameryce wydaje sie, jakby wszyscy spiewali, pisali blogi, rysowali, byli didzejami, robili bizuterie, ubierali sie w sklepach z uzywana odzieza ( tzw. trift-stores ), rozbierali sie i chudli przed kamerami. I nagle okazuje sie, ze juz ktos narysowal to, co chcialas/les narysowac itd.
Na pewnym etapie mojego zycia, pierwsza rzecza w dniu wolnym od pracy stalo sie dla mnie pakowanie kompa i zajezdzanie do najblizszego Starbucka. Tamze, przegladalabym blogi przez kilka godzin az poczulabym ten nedzny smak jak po wacie cukrowej – za duzo, za ciezko. Po powrocie do domu, gdzie cisza i czasem posprzatany pokoj powinny dac mi pelna swobode KREOWANIA, siedzialabym na podlodze z jakims kawalkiem czarnej czekolady i myslalabym, co INNEGO moge zrobic ja. Niestety obrazki, ktore mnie wczesniej stymulowaly do tworzenia, teraz obsesyjnie klikalyby mi w mozgu i unieruchomialy prawa polkule mojej czarnowlosej banki.
Za duzo. Nadto. Nie mowie tu o ilosci blogow, ktore istnieja w sieci. Raczej o tym, jak przegladanie tej ilosci podczas jednego siedzenia moze wplynac na potencjalnie owocny artystyczny dzien.
Dlatego tez korzystam z Google Readera. Sledze przede wszystkim te blogi, ktore maja dla mnie znaczenie. I zasiadam do tej sprytnej aplikacji po zrobieniu przynajmniej jednego szkicu.
W Ameryce jest tylu artystow, ktorych podziwiam, ze nie starczyloby strony do wymienienia ich. Czesto mozna zauwazyc, ze styl jednego zbliza sie do stylu innego artysty. Tak bylo i wciaz jest z malowaniem dziewczynek o wielkich oczach albo malowaniem w stylu japonskim. Czasem mysle, ze gdyby nie internet, polowa tych artystow malowalaby zupelnie inaczej.
Przypomina mi to relacje Google i przyszlego BING. Bing widzi atrakcyjnosc Google ( i kaske ), zazdrosci moze i buduje swoja pozycje w … opozycji. Nie jestem tym, czym jestes ty – mowi, ale w samej juz stylizacji korzysta z sukcesu Google. Niebezpieczna gra, powiedzialabym. Tak samo dzieje sie podczas wyborow w Ameryce, gdzie mozna wprost mowic najgorsze swinstwa o przeciwniku. Na samym koncu tej gry rodzi sie zawsze pytanie, ile opozycjonista korzysta na tym, kogo probuje podkopac.
Bezsprzecznie, internet jest narzedziem ispiracji, jesli potrafi sie znalezc umiar. I choc uwielbiam Endo, nie rysuje jak ona. Nie ukrywam jednak, ze sledze, co ta polska Amy ( z powodu rysow twarzy w czasach trzezwej Amy) robi od lat. Kto wie, ile jej zawdzieczam.
Rodacy – czekam na wasze opinie o polskim traceniu zmyslow w morzu blogow! I co was inspiruje, a c o pozbawia sil.
p.s. Pani z zielonymi wlosami nalezy do serii : Tajemnice Cielesne. Ich zadaniem jest ukrycie slowa, zdania gdzies w ciele. Tym razem pani szepcze tajemnice na prawej lydce szepczac : Nic mnie dzis nie wkurzylo. “Nothing bugged me today at all “ . Prosze zauwazyc, ze slowo bug oznacza : wkurzac ale i robak.
_____________________
Pisz! Rysuj! Nie leniuchuj!
Obsesyjna Ciukeska – Marta Rawvolta
OBSERWUJ TEN BLOG I BADZ NA BIEZACO!

- Autor:
- Opublikowane: May 30th, 2009
- Kategoria: POGADUCHY
- Komentarze: No napisz cos!












